
Moja droga przez chemioterapię: ból, upór i nadzieja
Moja droga przez chemioterapię to opowieść o bólu, zimnie, skutkach ubocznych i codziennym zmaganiu, ale także o wsparciu, upartości i nadziei, które pozwoliły mi przetrwać ten czas. My journey through chemotherapy is a story of pain, cold, side effects and daily struggle, but also of support, persistence and hope that helped me endure this time.
Opisy zdjęć (polski)
Zdjęcie w headerze
Obraz przedstawia otwartą księgę z tytułem „Stories of Illness and Depression”, leżącą na stole w otoczeniu przedmiotów symbolizujących trudne doświadczenia i emocjonalne zmagania. Wokół księgi znajdują się kartki papieru, termometr, opakowania tabletek oraz butelka stylizowana na lek, co podkreśla temat osobistych historii i refleksji. Cała scena utrzymana jest w stonowanych, nastrojowych barwach, wzmacniających atmosferę powagi, introspekcji i szczerości. Obraz sugeruje, że księga zawiera opowieści o ludzkiej kruchości, sile oraz próbach odnalezienia sensu w trudnych momentach.
Zdjęcie wyróżniające
Zdjęcie przedstawia autora bloga siedzącego w fotelu tuż przed pierwszą sesją chemioterapii. Na jego twarzy widać uśmiech — taki, który niesie spokój i nieświadomość tego, co dopiero nadejdzie. To moment zatrzymany tuż przed wejściem w trudny etap leczenia, wciąż lekki, wciąż nieświadomy, jak bardzo najbliższa przyszłość odmieni życie.
Image descriptions (English)
Header image
The image shows an open book titled ‘Stories of Illness and Depression’ lying on a table surrounded by objects symbolising difficult experiences and emotional struggles. Around the book are sheets of paper, a thermometer, pill packaging and a bottle styled to resemble medicine, emphasising the theme of personal stories and reflections. The entire scene is rendered in muted, moody tones, reinforcing an atmosphere of seriousness, introspection and sincerity. The image suggests that the book contains stories about human fragility, strength and attempts to find meaning in difficult moments.
Featured image
The photo shows the author of the blog sitting in an armchair just before his first chemotherapy session. He has a smile on his face — one that conveys calmness and ignorance of what is about to come. It is a moment frozen just before entering a difficult stage of treatment, still light-hearted, still unaware of how much the near future will change.
Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego; lecz ze wszystkich Pan go wybawia.
Psalm 34,20
Wprowadzenie do najtrudniejszego etapu
Myślę, że w końcu nadszedł czas, by napisać coś więcej o okresie chemioterapii. Zaczęła się około dwa miesiące po pierwszej operacji, w czerwcu 2018 roku. Początki wydawały się ok. Potem zmieniłem zdanie.
Ból, który przechodził przez całe ciało
Przez ciało, a w szczególności przez dłonie i palce, przechodziły fale horrendalnego bólu gdy chemia paliła mi końcówki nerwów. Cokolwiek metalowego dotknąłem, ból rozrywał całe ciało. Lodówka stała się niedostępna, więc przynajmniej nie groziło mi, że przytyję, bo ze stresu zacznę zbyt dużo jeść. 😉
Skóra, zimno i walka o komfort
Moja skóra, szczególnie na twarzy i szyi, była wiecznie bardzo sucha, względnie popuchnięta. Moja partnerka robiła mi okłady z ogórków, by mi ulżyć. Stosowałem też maści ze sterydami. Było mi ciągle zimno. Dlatego mimo pięknej słonecznej pogody mieliśmy włączone kaloryfery i temperaturę w domu 25 °.
Gdy jedzenie przestaje być możliwe
Co próbowałem zjeść , to wymiotowałem. Przyjaciółka postanowiła nam pomóc i wysłała nam sokowirówkę. Stało się tak dlatego, że razem z moją partnerką doszły do wniosku, że to jedyna metoda, by moje ciało przyjęło jakiekolwiek pożywienie.
Ja — mięsożerca — i soki. Szaleństwo
Ja, człowiek żyjący mięsem, sosami, ziemniakami, kebabami i kawą miałem pić soki. Czyste szaleństwo!!! Co ja się nabuntowałem, nazłościłem, nakrzyczałem na moją, o dziwo ociekającą wtedy cierpliwością i wciąż upartą pod tym względem, czyli picia przeze mnie soków, dziewczynę.
Pierwsze kroki z sokami i pierwsze efekty
Powoli zacząłem pić soki owocowe. Z warzywnymi było gorzej. Nie smakowały mi nic a nic i zaczynałem moją karierę z nimi od ćwiartki kubeczka. Prawdą jest jednakże, że najprawdopodobniej te soki uratowały mi wtedy życie, pomogły przetrwać ten okropny czas chemii. Moje wyniki się poprawiły. Włosy wypadły tylko odrobinę i miałem siły na wycieczki po UK, o których wspominałem wcześniej.
Cykl chemii i dni wyjęte z życia
Po każdej sesji w szpitalu, gdy dostawałem wlew dożylny, miałem kilka dni jakby wyjętych z życiorysu. W między czasie brałem przez tydzień tabletki z chemią. Potem przez dwa tygodnie poprawiało mi się. Wtedy, gdy tylko pogoda na to pozwalała, wychodziliśmy na dwór choć na krótki spacer lub wyjeżdżaliśmy, aby dać sobie moment wytchnienia i radości z otaczającego nas piękna przyrody.
Słońce — wróg w czasie chemii
Musiałem przy tym niestety bardzo uważać na słońce. Ze względu na chemię w moim ciele nie mogłem wystawiać skóry na promienie słoneczne. W początkowym okresie wychodziliśmy z domu na spacer jedynie popołudniami, gdy słońce było niżej , a i tak miałem ze sobą jasną parasolkę mojej partnerki, co zresztą widać na jednym ze zdjęć. Wyglądało to trochę komicznie, ale spełniało swoje zadanie, a to było dla mnie wówczas najważniejsze. Dopiero później kupiłem sobie kapelusz, który też zapewne będzie na niejednym zdjęciu. W między czasie używałem także kapelusz mojej partnerki. 🙂
Chwile oddechu, które ratowały psychikę
Każde z nas potrzebowało tych chwil, by się nie poddać, by naładować akumulatory. Dla mnie to były ważne chwile jeszcze z innych powodów. Wciąż nie było wiadomo jak, chemioterapia poradzi sobie z moim rakiem złośliwym. Potrzebowałem więc otoczenia, które mnie wyciszy i pozwoli z nową nadzieją patrzeć na kolejne ciężkie dni.
Morze, ogrody i nadzieja
Tym otoczeniem było morze, gdzie szum morskich fal mnie wyciszał i ogrody, w których piękno roślin dawało nadzieję na lepsze jutro. Mimo bardzo ciężkich momentów wciąż podnosiłem się i nie pozwalałem sobie upaść, zwątpić, poddać się chorobie.
Przesłanie dla tych, którzy walczą
Tego właśnie życzę każdemu, kto popada w chorobę- by się nie poddawał, choćby nie wiem jak ciężka wydawałaby się sytuacja. Głowa do góry. Jak to napisałem w tytule : czas chemioterapii – czyli uparcie dążcie do życia. Nie poddawajcie się nigdy. Pozdrawiam. 🙂
Poniżej znajduje się galeria zdjęć związanych z początkiem mojej choroby i tamtym trudnym okresem życia.
Niektóre fotografie mogą być dla osób wrażliwych poruszające lub nieprzyjemne w odbiorze,
dlatego proszę o oglądanie ich z rozwagą i we własnym tempie.















To już wszystko w tym wpisie. Poniżej znajdziesz więcej wpisów z tej kategorii.
You may also like

Nie lękaj się — mój pierwszy krok w chorobę
19 lutego 2026
Życie po raku jelita grubego: prawdziwa historia walki i wiary
20 lutego 2026